291-292 dzień (20-21.04.2013)

22 kwietnia 2013 o 10:50

Minął nam kolejny weekend w składzie: Ola, Wojtek i Ja 🙂

Sobota

Ten dzień rozpoczął się od odwiedzin wujka T., który obdarował nas farbą podkładową oraz niezliczoną ilością gruntu do ścian. Dzię ku je my! Potem porządnie przymocowałem tablice rejestracyjną w przyczepce i… ruszyła robota 🙂

Niedziela

Aktualizacja

W związku z brakiem weny mojego męża, postaram się nadrobić opis zakresu prac dokonanych w ten weekend.
Przede wszystkim po zamurowaniu wnęki po kaloryferze w łazience wzięliśmy się za zbijanie podłogi. Jest dla nas priorytetem wyszykowanie łazienki, bowiem od tego  w dużej mierze zależy nasze wprowadzenie się do domu. Ponieważ serce rosło wraz z tym jak podłoga znikała rozpędziliśmy się do przedpokoju. I tym sposobem został tylko salon (podłoga zostanie do momentu przebudowania belki z opaski) oraz wiatrołap (myślimy jeszcze nad tym czy zbijać położone tam lastryko).  Po uporaniu się z podłogami przeszliśmy na ściany. Piotr dzielnie poradził sobie ze skrobaniem ścian z farb oraz z kładzeniem tynku na ścianie sypialnej. Niestety szło jak po grudzie, ale tak to już jest z tak nierównymi ścianami.
Rezultatem prac weekendowych jest nowa GÓRA GRUZU, przygotowana do wywiezienia. Teren oczyściliśmy ze złomu, który też jest przygotowany do wywózki.
Oczywiście pogoda sprzyjała także pracom w ogrodzie, zatem nie mogliśmy pozwolić sobie na zaniedbanie także tej części naszej nieruchomości. Na ogrodzie przybyły nowe nasadzenia: jaśmin, pigwowiec, borówka amerykańska (czeka jeszcze na dosadzenie 2, bowiem lubią rosnąć w towarzystwie). Uporządkowany został teren pod nasadzenia i już czeka na pomidory i paprykę, które spokojnie dorastają w domowej szklarni.
Newralgiczne miejsca na trawniku zostały wyczyszczone z  pozostałości jesienno-zimowych.
I uwaga….po długiej nieobecności zawitała do nas Matylda. Moje obawy, że się na nas obraziła tudzież coś jej się stało były niesłuszne. Jest cała, zdrowa, piękna, jak zwykle gotowa do miziania i zabawy w ogrodzie.
Weekend uważam, za bardzo pracowity i mam wrażenie, że się rozkręcamy z zakresem robót.
Ola